Nasze neuro-dyskusje

Narzędzia
Typografia
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

W minionych kilkunastu dniach mogliśmy obserwować w mediach i internecie dość burzliwą (jak na naszą oświatę) dyskusję na temat wpływu neuronauk na edukację. Niestety - dobrej jakości dyskusja to nadal nie była i jeśli będziemy ją toczyć dalej w taki sposób, to do istotnych konkluzji (dla rozwoju naszej szkoły) nie dojdziemy.fot. Fotolia.com

Wymiana ciosów między naukowcami przypominała mi trochę rozmowę pomiędzy ślepym wójtem a głuchym plebanem... Może nawet nie była to dyskusja, lecz jedynie prezentacja stanowisk bez możliwości dyskutowania. Można się dowartościować i popsioczyć na MEN, na PAN, na Marzenę Żylińską – ale nie w tym rzecz!

Krytyka publikacji i działalności dr Marzeny Żylińskiej jest zjawiskiem nieuniknionym – zapewne wszyscy zgodzimy się, że wszelkiego rodzaju poglądy i działania można i należy poddawać krytyce. Na tym polega pewien dyskurs społeczny, który powinniśmy toczyć dla poprawy funkcjonowania systemu edukacji. Dziw bierze, że dopiero w szóstym roku jej ożywionej działalności obudzili się co niektórzy.

Krytyka ta jednak nie zmienia postaci rzeczy. Osiągnięcia neurologii i jej falsyfikowane wyniki badań oraz konkluzje z nich wynikające, a dotyczące szkoły skłaniają do poglądu, że neurodydaktyka jest godną uwagi dyscypliną nauki – należy ją traktować równie poważnie jak psychologię, pedagogikę i socjologię.

Faktu tego nie zmieni żadna publikacja Marzeny Żylińskiej i jej podobnych, ani krytyka tychże publikacji przez prof. Jerzego Mozrzymasa czy dr Tomasza Witkowskiego. Nie zmieni tego też list do Ministerstwa Edukacji Narodowej.

To naturalne, że się dyskutuje, bo tak się należy. Ale zdecydowanie powinniśmy poprawić jakość tej dyskusji. I założyć jakieś praktyczne wnioski…

O dyskusję proszę zatem następującą – neurolog z neurologiem, neuropedagog z neuropedagogiem. Wtedy posłuchamy argumentów i się zastanowimy. Bo dr Żylińska przecież niczego nie wymyśliła. Jej pisanie i wykładanie – to była próba upowszechnienia poglądów ludzi stosunkowo popularnych w Europie i Stanach Zjednoczonych – Spitzer, Huether, Bauer, Prensky etc. Ludzi z takimi, czy innymi tytułami – dyrektorzy różnych instytutów. Marzena Żylińska zrobiła swoje – wywołała problem, dolała oliwy do ognia (nagłośniła) i zjawisko spopularyzowała. Problem jest i spróbujmy o nim teraz rozmawiać.

Po pięciu latach ochów i achów na temat neurodydaktyki pora zejść na ziemię. Kopanie leżącego lub czynienie męczenników polskiemu uczniowi w żaden sposób nie pomoże.

Notka o autorze: Aleksander Lubina – nauczyciel języka niemieckiego z ponad 30-letnim stażem pracy w szkołach i uczelniach na wszystkich poziomach kształcenia (ostatnio w Gimnazjum nr 3 im. Noblistów Polskich w Gliwicach); doradca i konsultant w wielu ośrodkach doskonalenia nauczycieli. Publicysta edukacyjny, autor programów nauczania, projektów, skryptów, poradników, wykładów i referatów, śpiewnika. Germanista, andragog, regionalista, wykształcenie zdobywał i pogłębia w Polsce, Niemczech i Szwajcarii. Interesuje go współczesna edukacja, zwłaszcza dydaktyka wykorzystująca dostępną wiedzę o pracy ludzkiego mózgu.

Przeczytaj więcej na temat neurodydaktyki (kolejność autorów alfabetyczna):

Jesteśmy na facebooku

fb

Ostatnie komentarze

E-booki dla nauczycieli

Polecamy dwa e-booki dydaktyczne z serii Think!
Metoda Webquest - poradnik dla nauczycieli
Technologie są dla dzieci - e-poradnik dla nauczycieli wczesnoszkolnych z dziesiątkami podpowiedzi, jak używać technologii w klasie