Gimnazja potrzebują jednak korekty

fot. Fotolia.com

Narzędzia
Typografia

Nie widzę obecnie sensu w kasowaniu gimnazjów. Taka reforma nie rozwiąże problemów polskiej edukacji. Nie sprawi, że szkoły zaczną lepiej funkcjonować. To działanie zorientowane na pozorną zmianę - jak zmodyfikować wszystko, by nic się nie zmieniło. Per analogiam - nie wystarczy wyburzenie w mieszkaniu ścian i postawienie nowych, nie wystarczy zmiana wystroju, przemalowanie pomieszczeń, nie wystarczy generalny remont czy nawet przeprowadzka, by zbudować lepiej funkcjonujący dom, przyjazny, inspirujący, dający przestrzeń do rzeczywistego rozwoju.

Nie znaczy to, że gimnazja w obecnej postaci się sprawdzają w 100%. Wymagają niewątpliwie korekty. Przeorientowania miejsca w układzie. Jednak gdyby mądrze je przeorganizować mogłyby stać się naprawdę pożądanym elementem polskiego systemu oświaty: obok szkoły podstawowej (przekazującej podstawowe informacje i umiejętności) i liceum (przygotowującego do studiów). Być może warto zastanowić się nad wydłużeniem okresu nauki w gimnazjach do 4 lat (kosztem liceum).

Gimnazja, w moim przekonaniu, powinny być miejscem odpowiadającym na realne potrzeby młodych ludzi w wieku wczesnej adolescencji, niezwykle trudnym i wymagającym znacznej uwagi. Nacisk w nich winien zostać położony na rozwijanie kompetencji intra- i interpersonalnych (rozumienia siebie i innych), wchodzenia w zdrowe relacje i wyrażania swego "ja". Ważnym elementem takiego kształcenia byłyby zajęcia z psychologii i etyki. Tradycyjnie przedmiotom także należałoby nadać wymiar zorientowany na wspomaganie rozwoju osobistego oraz umiejętności komunikacyjnych.

Skupienie w jednym miejscu młodzieży zmagającej się z typowymi problemami okresu dojrzewania może być szansą na zaproponowanie jej sensownej oferty. Sięgającej do świata ich doświadczeń i powiązanej z realnymi dylematami, jakich doznają.

Brakuje mi w gimnazjach edukacji prowadzonej przez mądrych i refleksyjnych nauczycieli, otwartych, niesformatowanych przez taką czy inną ideologię. Edukacji opartej na dialogu, uważnym słuchaniu, wzajemnej tolerancji. Pozbawionej propagandy. Pozwalającej na wypowiedzenie tego, co zastanawia, martwi, niepokoi. I zobaczenia, jak na te kwestie patrzą inni.

Wydaje mi się, że szczególnie potrzebna jest w gimnazjach dobrze pomyślana, sensowna edukacja mówiąca o naszych rolach i uwikłaniach płciowych. O szacunku do ciała (swojego i innych). O godności. O tym co ważne a co puste. O miłości i przywiązaniu. O wolności i bezpieczeństwie w związku.

Pojawia się pytanie, na ile to właśnie gimnazjum na być miejscem podejmującym taką tematykę: delikatną, odnoszącą się do intymnych problemów. Oczywiście najlepiej, gdyby treści związane z seksualnością poruszane były w domach rodzinnych. Jednak rodzice często nie chcą i nie potrafią rozmawiać o tego rodzaju kwestiach. Szkoła powinna odpowiadać na te deficyty. W przeciwnym razie młodzi będą budować swoje wyobrażenia o seksie na podstawie medialnej papki, filmów porno czy fantazji z "50 twarzy Greya". Będą tworzyć wizje związków na bazie memów oderwanych od rzeczywistości czy konstruować obraz relacji z inną płcią w oparciu o stereotypy, pod presją zideologizowanych przekazów.

 

Notka o autorze: Tomasz Tokarz - doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki, trener kompetencji społecznych, coach, mediator. Koordynator merytoryczny w NAVIGO – Centrum Innowacyjnej Edukacji. Pracownik naukowo-dydaktyczny w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu. Nauczyciel w kilku alternatywnych szkołach. Jego pasją jest pisanie o nowoczesnym obliczu edukacji i rozwoju osobistym.