E-podręcznik - szansa czy zagrożenie?

Narzędzia
Typografia

Projekt Cyfrowa Szkoła dzieli już od dawna opinię publiczną. Nowe pomysły, reformy  i idące za tym zmiany nie są dla wszystkich tak jednoznacznie potrzebne. W dobie gdzie multimedia są na porządku dziennym, a młodzi ludzie korzystają z wiedzy zawartej w Internecie, o przyszłości e-podręcznika, nowych narzędziach edukacyjnych i roli nauczyciela w procesie kształcenia rozmawiamy z Prezesem Grupy Edukacyjnej S.A. Piotrem Treszczotko.photo: istockphoto.com

Skąd wzięła się u Państwa odwaga do podjęcia wyzwania, jakim jest projekt Cyfrowa Szkoła?

Odpowiem tak. Tylko wizjonerzy potrafili zmienić rzeczywistość. Czy Guttenberg od razu był dobrze przyjęty? Tym bardziej, że na proces edukacji nie można patrzeć krótkowzrocznie. Edukacji nie możemy też wyalienować z rzeczywistości. Postęp technologiczny i proces edukacji muszą żyć w synergii.

To taka prowokacja z tym Guttenbergiem?

Nie, tylko jako pierwszy przyszedł mi na myśl…

Wróćmy jednak do Cyfrowej Szkoły. Dziś już wszyscy wiemy, że Grupa Edukacyjna została partnerem ORE w zakresie edukacji wczesnoszkolnej. I co dalej?

Tak to prawda, choć jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji. Aktualnie trwają negocjacje z Ośrodkiem Rozwoju Edukacji.

Jak Pan zapewne wie, media podają, że partnerzy Ministerstwa to małe firmy z brakiem przygotowania merytorycznego.

Może zacznijmy od słowa małe. Grupa Edukacyjna S.A. to największa polska Grupa kapitałowa na rynku wydawnictw edukacyjnych.  Myślę, że śmiało mogę powiedzieć, patrząc na minione 20-lat obecności naszej firmy  na rynku, że byliśmy i jesteśmy pionierami w zakresie edukacji wczesnoszkolnej i metodyki nauczania. Reasumując, posiadamy doświadczenie merytoryczne.

To skąd te liczne obawy w branży?

Uważam, że wszyscy w jakiś sposób się boimy. Każda nowa inicjatywa budzi obawy i niesie ze sobą niepewność. Zwłaszcza wtedy, kiedy zagadnienie dotyczy tak ważnej dla nas kwestii jak edukacja i niesie w sobie dużo niedookreśleń.

Ładnie Pan to ubrał w słowa. To dlaczego wydawnictwa wyraziły jawny sprzeciw wobec cyfryzacji?

Nie chciałbym komentować czyichś obaw, zwłaszcza że firmy, o których myślimy nie są tu obecne. Nie leży to w dobrym tonie.
Z naszej strony decyzja o akcesji do omawianego projektu jest dowodem odpowiedzialności Grupy Edukacyjnej za proces edukacji. Uważamy, że lepiej podjąć trudne wyzwanie, aniżeli przyglądać się biernie z boku.

Powiedział Pan: odpowiedzialność za proces edukacji. Może wróćmy do tego sformułowania. Czy nie uważa Pan, że cyfryzacja w edukacji może doprowadzić do wyeliminowania papierowych podręczników?

Na obecną chwilę nie podzielam takich obaw.  E-podręcznik to jedno z narzędzi, pomocy dydaktycznych, tak jak mnóstwo innych rozwiązań, które już funkcjonują w edukacji. Dziś Internet jest naturalnym elementem otaczającej nas rzeczywistości.To proces, którego nie zatrzymamy, ale możemy go współtworzyć i nadzorować jego kierunki. Przecież to bardzo dobry moment i okazja, aby młodych ludzi nauczyć mądrze i umiejętnie korzystać z zasobów Internetu.Tak wiele ostatnio mówi się o rozsądnym korzystaniu z „e- wiedzy”.

Czy nie uważa Pan, że obecność takiego e-podręcznika wpłynie na ograniczenie autonomii nauczycieli?

Obecność nowych technologii w szkole spowodowała, że model nauczania ulega ciągłym zmianom. Nie zmienił się jednak autorytet nauczyciela. To on wciąż decyduje o wyborze treści nauczania, stosowanych metodach dydaktycznych i narzędziach. Mówiąc wprost, zawsze to nauczyciel jest i będzie osobą kluczową w procesie kształcenia młodego człowieka.

Czego dzisiaj życzyłaby sobie Grupa Edukacyjna?

Myślę, że nie tylko Grupa Edukacyjna, ale cała branża życzyłaby sobie mądrych i dobrych rozwiązań, sprzyjających rozwojowi polskiej edukacji.

Dziękujemy za rozmowę.